Zierikzee – kolejny koniec sezonu

Zierikzee - Zuidhavenpoort

Przewrotny jest los. Deklaracja ostatniej podróży w tym roku okazała się być tylko deklaracją. Koniec roku sprawił mi mały prezent, a raczej prezent sprawił pracodawca. Kilka dni wolnego spowodowało potrzebę przewietrzenia się wycieczką w plener. Dwa dni bólu głowy i kreślenia planów palcem na mapie wykluczyło kilkanaście ,,projektów,,. Chciałem jakiegoś pewniaka. Miejsca które spowoduje szybszy obieg krwi w zwapniałych aortach. W Zierikzee już byłem, ale półgodzinna przerwa w podróży oprócz filiżanki kawy gaszącej pragnienie, pobudziła apetyt na zapoznanie się z tym bardzo ciekawym miastem. Zierikzee było jednak dzisiaj celem ubocznym ale od niego zacznę.

Miejsce obecnego miasta znane jest od IX wieku ale pierwsza wzmianka pochodzi z 1134 roku. Powodem kronikarskiej uwagi jest powódź spowodowana dużą falą przypływową. Prawa miejskie miasto otrzymało w roku 1248. Średniowiecze było dla Zierikzee okresem dużej prosperity spowodowanej położeniem i nastawieniem na handel. Handlowano głównie rybami,solą, suknem i czerwonym barwnikiem z marzanny barwierskiej. Nawet dzisiaj widać pozostałości umocnień miejskich, robi wrażenie dok w centrum starego miasta do którego wpływa się poprzez turystyczną wizytówkę i symbol miasta czyli Zuidhavenpoort. Na marginesie to jedna z pierwszych ikonicznych budowli Holandii które koniecznie chciałem zobaczyć. W czasie zawirowań spowodowanych wojnami miasto było kilkukrotnie zdobywane, okupowane i niszczone. Wiek XIX spowodował likwidację umocnień miejskich, pozostawiono tylko trzy bramy. W 1832 roku spłonął potężny kościół Lievensmonsterkerk. Na jego miejscu zbudowano o wiele mniejszą świątynię w stylu modernistycznym.

Po Oude Kerku została tylko 62-metrowa wieża, z której można podziwiać panoramę miasta, co też zrobiłem bo 280 stopni nie były jakimś wielkim wysiłkiem : ) wspinanie się na wszelkiego rodzaju wieże to dla mnie naturalny test sprawności niezbędnej do szwendania się po świecie. Zierikzee bardzo mi się pododba. Miasto jest niewielkie ale jest w nim około 500 zabytkowych obiektów. Uliczki są ciasne i kręte, sporo jest śladów dawnej świetności. Rytm życia nieśpieszny, widać że mieszkańcy są zżyci. Zierikzee to duża wioska w kostiumie miejskim. Miałem trochę problemu ze zrozumieniem języka bo Zierikzee leży w prowincji Zeeland i chyba jest to trochę inny dialekt lub gwara. Dygresyjnie dodam że prowincja Zeeland bardzo mi się podoba mimo tego że jest jeszcze bardziej płaska niż pozostała część kraju. Może z powodu niezbyt gęstego zaludnienia ponieważ odległości między miejscowościami są większe. Spowodowane to jest chyba wyspiarską genezą tego terenu. Do roku 1953 czyli momentu największej powodzi Zeeland był bardziej archipelagiem w deltach rzek. Realizacja projektu Delta czyli kompleksowego zabezpieczenia Holandii przed powodziami zamieniła ten teren w płaską równinę.

Panorama Zierikzee
Zeelandbrug

Teraz meritum mojej ostatniej ( ? ) w tym roku podróży. Głównym celem dzisiejszej ,,szwendy,, był Zeelandbrug czyli most Zeeland. To jest prawdziwa ikona. Oddano go do użytku w 1965 roku a 2015 otrzymał status pomnika narodowego. Ma długość 5022 metrów w najwyższym punkcie wznosi się na ponad 17 metrów. Nawierzchnia jezdni osadzona jest na 54 filarach. Przez ponad osiem lat był to najdłuższy most w Europie. W trakcie budowy tam w ramach projektu Delta otworzono prowincję dla ruchu samochodowego. Wraz ze wzrostem aut nie wystarczająca okazała się przeprawa promowa i wtedy właśnie z inicjatywy władz prowincji Zeeland zbudowano ten most. Już te informacje robią wrażenie ale uważam że trzeba to zobaczyć. Tym bardziej że przy okazji można spędzić czas w pobliskim Zierikzee.

Most Zeeland jest wymarzonym plenerem fotograficznym nawet dla takiego ,,fotografomana,,jak ja. Jechałem z pewna obawą czy cokolwiek wyjdzie poniewaz nie jestem zwolennikiem fotografowania o złotych i niebieskich godzinach ( ale to chyba z lenistwa ). wszystkie zamieszczone fotografie to efekt godzinnego ,,koczowania,, w okolicach mostu dzisiejszego poranka. Na szczęście dopisało światło , ponieważ od dziesiątej powróciła niderlandzka aura i pozostało mi tylko delektowanie się kawą w centrum miasta.

Dodaj komentarz