
To miejsce mijałem kilkadziesiąt razy w drodze do Monster lub Hoek van Holland. Wzniesiona ponad linię drzew wieża kościoła intrygowała swoim szpicem nad płaszczyzną łąk. W Dzień Wyzwolenia który notabene jest dniem wolnym od pracy postanowiłem sprawdzić co kryje się wśród koron drzew. Z mojego domu jest tam około 10 kilometrów a że pogoda dopisała dodatkowo postanowiłem sprawdzić moją legendarną dawniej sprawność i wytrzymałość. Pojechałem tam rowerem. Prawdziwym rowerem. Nie tam jakąś nowomodną konstrukcją z przerzutkami, biegami w piaście, elektrycznym zasilaniem tylko tradycyjnym jedynym słusznym holenderskim ,,transportfietsem,,. Ci co używają wiedzą o czym piszę. Z dawnej sprawności niewiele zostało, natomiast wiele jeszcze jest oślego uporu, który pozwolił mi pokonać ten dystans bez zawału serca : )







Do rzeczy – nie lubię jeździć w ciemno więc zrobiłem mały ,,reserdż,, i mile się zaskoczyłem. Miejsce nazywa się t’Woudt. Kościół to siedziba gminy protestanckiej i to już bez mała od kilkuset lat a dokładniej datę założenia określa się na rok 1150 . Początki świątyni datowane są na rok 1277, kiedy hrabia Floris nadje mieszkańcom prawo wyboru pastora co było ważnym przywilejem. Sama bryła zbudowana została na gotyckich fundamentach w roku 1550. Wokół stoi kilka sporych gospodarstw z których najstarsze to Hofwoning, którego mieszkańcy znani są już od roku 1450. Dzieje tej malutkiej wioski jak widać są bogate w wydarzenia.





t’Woudt to wehikuł czasu niezmienny od kilkuset lat , co więcej mieszkańcy uzyskali w roku 1970 od rządu status ,,chronionego widoku wsi,, Cały teren od drogi krajowej został ,,zamrożony,, czyli nikt nigdy nic tu nie wybuduje i nie zmieni krajobrazu, co prawda rolnicy mieszkający tutaj zbudowali kilka budynków nie pasujących do stylu w jakim wioska jest zbudowana, ale jest to akceptowalna cena postępu agrotechnicznego.Byłem w t’Woudt wcześnie rano, na ,,ulicach,, pustki , cisza , spokój. Słońce dopiero wznosiło się i zaczynało przypiekać a przysadzisty kościół dawał chłodny cień. Z tyłu kościoła znajduje się niewielki cmentarz. Zrobiłem jeszcze rundę dookoła wioski napawając się sielskim wiejskimi pejzażami jakże innymi od tych które w przeszłości dane mi było widzieć. Klimat ten sam i to kolejny argument dowodzący że to podróż w czasie.





