
Od kilku lat docierały do Nas rozmaite opinie i zachwyty na temat Algarve. Wszelkiego rodzaju poszukiwacze przygód podążający za marzeniami opisywali tę krainę jako idealne miejsce do medytacji, kontemplowania piękna, surfingu na największych falach w Europie. Zachwyty dotyczyły kuchni, architektury, natury i wszystkiego związanego z tym portugalskim regionem. Jako że najlepiej samemu się przekonać zapragnęliśmy i My zobaczyć Algarve. Trudno się nie zgodzić z zachwytami bardziej bywałych eksploratorów. Wybrzeże jest wręcz baśniowe, kolory oszałamiająco kontrastowe. Algarve to jedna wielka widokówka. Ale po kolei. Nie będę się rozwodził nad tym jak to przewidująco i dobrze że nasza wyprawa odbyła się przed sezonem. Wiadomo niższe ceny, mniejszy tłok to nie błahy argument, ale w naszym wieku temperatury szczytu sezonu mogłyby uczynić pobyt niezbyt przyjemnym. A tak, i poopalaliśmy się, bardziej zahartowani wykapali się w oceanie i bez większego wysiłku mogliśmy zrealizować kilkanaście tras pieszych.






Portimao – baza wypadowa tej wycieczki. Zadecydowało położenie. Z tego uroczo portowego miasta do większości atrakcji południa Portugalii było w okolicy godziny jazdy samochodem. Bardzo fajna portowa promenada. Centrum jak to w południowych krajach o wąskich uliczkach tworzących w gorące dni enklawy cienia. Sporo restauracji, sklepów, wypożyczalni, dobra komunikacja z całym regionem to jego zalety, ale Portimao słynie przede wszystkim z Praia da Rocha podobno najpiękniejszej plaży Algarve. Piszę podobno bo na którą byśmy nie jechali miała przydomek ,,najpiekniejszej,,. Ale przyznac trzeba że robi wrażenie swą rozległością, czystością i skalnymi ostańcami. Polecam na wieczorny spacer. Port w Portimao był wykorzystywany już przez Fenicjan i Greków a pierwsze ślady tu odkryte noszą znamiona neolitu : ) W wieku XV otrzymało status miasta , a obecnie to wiodąca gmina regionu. Odbywa się tu nawet portugalska runda Formuły 1. Wybór Portimao na bazę był dobra decyzją. Jako miasto Portimao nie ma ekscytującej zabudowy duzo nowoczesnych bloków przemieszane ze starymi zaniedbanymi domkami.

Lagos – to miejsce mnie urzekło. Klify Lagos ja uważam za najbardziej baśniowe wśród wszystkich które zobaczyłem. Nie wiem jak je opisać słowami. To jedno z takich miejsc w których czas i pora nie ma znaczenia zawsze są piękne i zawsze robią mocne wrażenie. Miasto Lagos natomiast ma wszystko co lubię – mury obronne, kilka starych kościołów, sporo zabytkowych budowli i dziesiątki zakamarków do zbadania, jak jeszcze dołoży się sporo detali i szczegółów to niesamowita ambrozja dla wyobraźni. Lagos zostało założone przez Celtów w I tysiącleciu przed nasza erą. Oblegane przez Rzymian, zajęte przez Bizancjum potem pod władzą Maurów dopiero w XIII wieku trafia pod panowanie Chrześcijan. Traci na znaczeniu w XVIII wieku po trzęsieniu ziemi. Prawda że prosto zawrzeć kilkaset lat historii w kilku zdaniach ? Lagos warto odwiedzić.


















Sagres – po odwiedzeniu Lagos i jego klifów nie spoczęliśmy na laurach tylko szybkim rajdem pojechaliśmy w miejsce bezpośrednio związane z powodem przyjazdu tutaj. To najbardziej wysunięty na zachód kraniec kontynentu czyli przylądek Świętego Wincentego. Mieści się w odległości około 5 kilometrów od wsi Sagres. Będąc tam można zauważyć że końce Europy są dwa. Na pierwszym mieści się najpotężniejsza latarnia morska Europy, której wiązka światła podobno widoczna jest z odległości 60 kilometrów. Zbudowano ją w roku 1846 na szczycie ponad siedemdziesięciometrowego klifu Cabo de Sagres. W dzień naszych odwiedzin było zamknięte choć ,,gugel,, podawał inaczej. Trudno. Natomiast w odległym o 15 minut jazdy Ponta de Sagres gdzie zbudowano mrocznie monumentalną i wietrzną fortalicję było otwarte. Może dlatego że za godzinny spacer wzdłuż wierzchołków klifów liczono sobie słoną opłatę : ) w wysokości 10 euro. Ale pocieszę wszystkich niezdecydowanych – warto zapłacić. Widoki z murów fortalicji i wytyczonych chodników są niesamowite. Dawno tak nie byłem przytłoczony ogromem natury. Ekspozycja w muzeum bardzo uboga, wiatr niemiłosiernie wiał a mimo to to bardzo ekscytująca przechadzka. Ta mroczna twierdza w sagres powstała w XV wieku jej fundatorem był król Henryk zwany Żeglarzem. Na jej terenie mieściła się szkoła kartografów. W roku 1587 znany korsarz Francis Drake zdobył i zniszczył fortyfikację , dzieła dopełniło trzęsienie ziemi z roku 1755. Po odbudowie kolejną modernizację przeszła w latach czterdziestych XX wieku. Teraz to tylko atrakcja turystyczna. Polecam.














